Ta strona używa plików cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia zindywidualizowanych usług oraz tworzenia statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w opcjach Twojej przeglądarki. więcej informacji
EN
06 07

Budowanie mostów. Podsumowujemy pierwszy dzień Festiwalu

Środa (5 lipca) była pierwszym dniem Festiwalu EtnoKraków/Rozstaje 2017. Słuchaczy zachwyciła muzyka - kulturowa, geograficzna, stylistyczna i niezmiennie wysoki artystyczny poziom kolejnych koncertów. Festiwal rozpoczęliśmy koncertem w kościele Św. Katarzyny Aleksandryjskiej, gdzie wystąpił gruziński Urmuli Quintet wspólnie z Trebuniami-Tutkami. Po nich na scenie pojawił się hinduski mistrz gitary slide – Debashish Bhattacharya. Uwieńczeniem koncertów na krakowskim Kazimierzu był występ izraelskiej formacji Gulaza. Niemniej emocji dostarczyli również artyści, których – w drugiej części wieczoru – słuchaliśmy w klubie Strefa, czyli norwesko-fińska grupa Ural Pop prowadzona przez Torgeira Vassvika oraz Jorgos i Antonis Skolias.
Duch gór
„W środowy wieczór rozpoczęło się budowanie mostów pomiędzy kulturami, tradycjami, pomiędzy ludźmi – mówił podczas wczorajszej inauguracji Dyrektor Festiwalu” – Jan Słowiński. World music to gatunek, który ma szczególne walory. To muzyka, która jest przyjazna słuchaczowi i jest w stanie zachwycić stosunkowo szerokie grono – bardzo różnorodnych – odbiorców, zarówno tych, którzy obcują z nią po raz pierwszy, jak i wytrawnych znawców.  To muzyka prosta, a zachwycająca. O tym właśnie, a także o stylistycznej różnorodności przekonały nas środowe koncerty. Swego rodzaju kwintesencją idei muzyki świata jest wspólny projekt przygotowany przez góralska kapelę Trebuniów-Tutków oraz gruziński Urmuli Quintet. Spotykają się tu bowiem dwa zespoły z dwóch odległych (również w sensie geograficznym) kultur i na pozór każdy z nich gra swoje własne, tradycyjne nuty. Trebunie-Tutki i Urmuli snują wspólną opowieść. Że natchnął ich, tytułowy dla ich fantastycznej ubiegłorocznej płyty „Duch gór” i odwołując się do pięknych tradycji obu kultur tworzą piękną całość.
 Poezja na gitarze slide
Spotkaniem z zupełnie inną, niemniej ujmującą wrażliwością był koncert hinduskiego mistrza gitary slide Debashisha Bhattacharyi. Hinduski mistrz podkreśla jak ważny, poza typowo muzycznym, artystycznym wyrazem twórczości, jest dla niego aspekt duchowy. Bhattacharya  zaprojektował i opatentował trzy wzory gitar: chaturangui, gandharvi i anandi. Jest wirtuozem i zachwyca techniczna strona jego występu, ale wielkie wrażenie na słuchaczach robi również jego przesłanie pokoju i przyjaźni. W Krakowie grał na dwudziestoczterostrunowej gitarze chaturangui oraz małym ukulele slide. Prezentował muzykę powstałą do poezji Rabindranatha Tagorego, ale i własnych tekstów. Zresztą, nie tylko grał, ale i śpiewał.  

Z Izraela, z Jemenu
Grupa Gulaza powróciła na festiwal, po swoim pierwszym ubiegłorocznym koncercie. W sakralnej przestrzeni wybrzmiała pełna nastroju, subtelności  i emocji muzyka zespołu. Gulaza przynosi w swym repertuarze odwołanie do sztuki niezwykłej, do pieśni jemeńskich kobiet. Pieśni te, które przez pokolenia nie funkcjonowały  w oficjalnym obiegu, przekazywane były niczym tajemnice, pocztą pantoflową, z matki na córkę. Dziś znajdują swój sceniczny wyraz, w którym jest zarówno hołd dla tej niecodziennej tradycji, jak i próba (bardzo zresztą udana) dodania do owej tradycji czegoś od siebie.

Pieśnie interpretowane są przez solistę przy akompaniamencie kilku instrumentów: quanbus (lutni jemeńskiej) i sahn nuhasi, miedzianej tacy, także ożywczo brzmiącej w tym kontekście wiolonczeli i bogatego zestawu instrumentów perkusyjnych.

Szamani z północy
Drugą część wieczoru w klubie Strefa rozpoczął Torgeir Vassvik stojący na czele norwesko-fińskiego zespołu Ural Pop. W tej oryginalnej wizji artystycznej  splatają się charakterystyczne tradycyjne pieśni Saamów/Lapończyków joik oraz brzmieniowe rozwiązania typowe dla tradycji fińskiej. Twórczość grupy jest mocno osadzona w rytmie – wokalnym zawołaniom towarzyszyły rytualne bębny. To muzyka, która jest swego rodzaju eksperymentem, a jego artystyczny wyraz budzi najwyższe uznanie. Jest kolejnym dowodem na to, że twórczość czerpiąca swą inspiracje z przeszłości może być szalenie ważnym poruszającym tu i teraz dziełem. W sensie brzmieniowym niedaleko jest od tradycji do awangardy. Niezależnie od tego jak ją nazwiemy jest to muzyka zachwycająca.

Słoneczne południe
Po artystach skandynawskich na scenie zabrzmiała muzyka, która skierowała nasze skojarzenia w stronę  ciepłych wybrzeży Europy Południowej, Morza Śródziemnego, ale też okolic Grecji. To do niej właśnie w znaczący sposób odwoływali się wybitny wokalista, świetnie znany na polskich scenach rockowych, jazzowych i folkowych  Jorgos Skolias oraz jego syn Antonis, grający na instrumentach perkusyjnych. W ubiegłym roku wydali świetną płytę  „Kolos”, która była zachwycająco naturalną ekspresją bezpretensjonalnie łączącą w sobie elementy improwizacji, muzyki świata, natchnień greckich i jazzowych, wyrafinowanych wokaliz i osadzenia całości w źródłowym rytmie. Wszystko to usłyszeliśmy również w środową festiwalową noc w klubie Strefa przy ul. Św. Tomasza.